GDY BĘDĘ BOGIEM

GDY BĘDĘ BOGIEM

14.07.2021
Gdybym dziś stała się Bogiem i powiedziała o tym światu? Co by się stało?
Mogę się domyślać,  że jedni domagaliby się dowodu, podobnie  jak od Jezusa, który mówił,  że jest Synem Bożym. Zobaczcie jak ludzie Go potraktowali… Prześladowali,  nie rozumieli Jego słów ani intencji. Zmataczyli historię Jego życia i cel przyjścia na ziemię. Cóż jednak mogli usłyszeć i pojąć przy zamkniętym sercu? Ważniejsza była polityka i interes kapłanów okolicznych świątyń.

Czy świat potrzebuje Boga? Czy świat w ogóle chce Boga?
Wszyscy o Nim mówią,  Nim się zasłaniają,  Jego rzekomych interesów bronią, dla Niego zabijają, zdradzają,  wypierają się siebie i bliskich,  twierdząc,  że Jemu służą  wiernie i oddanie. Dlatego chętnie w Jego imieniu miecz wznoszą, by drugiemu głowę uciąć,  bo ktoś nie wygląda jak trzeba,  bo wypowiada niewygodne treści, bo kocha inaczej,  bo w ogóle nie zasługuje na to, by mówić. Bóg, Bóg,  Bóg – krzyczy cały świat. A kto z krzyczących pyta czego On pragnie? A kto mu ufa? A kto złożył w Nim swoje życie? Kto z Nim w ogóle rozmawia?
Nasz ziemski świat stworzył wiele religii,  wierzeń,  dogmatów, ceremonii,  rytuałów, modlitw, terminów i opublikował święte księgi, kłócąc się, wszczynając wojny o to, która z religii jest tą najprawdziwszą. Bzik ogólnoświatowy. Czy dzięki temu rozumiemy Boga bardziej,  czy jesteśmy bliżej Niego,  czy ziemska moralność ma cokolwiek z Nim wspólnego? Obawiam się… Nie, ja mam pewność,  że żyjemy w zakłamanym świecie,  którego historia i prawdy zostały umyślnie zmienione,  zmataczone i przekształcone pod potrzeby obecnie istniejących sił systemowo religijnych,  by manipulować dla zysku, zabijać, kraść i wmawiać,  że Bóg tak chce. Co za paranoja. Czy, aby średniowiecze minęło? Mam duże wątpliwości… dla mnie ono się nie skończyło. Wczesne średniowiecze,  średnie,  późne,  a teraz mamy epokę utajnionego średniowiecza. Oprócz rozwijającej się technologii,  która w zasadzie nas zabija i uwstecznia,  w samym człowieku nic się nie zmieniło.  Człowiek nie zadaje pytań i nie szuka odpowiedzi. Wierzy ślepo w święte księgi i opowiadania historyczne,  nie zakładając,  że ktoś umyślnie zmienił bieg zdarzeń wrzucając ludzkość w iluzyjny obraz świata. Dlaczego żadna z religii nie uczy rozmowy z Bogiem,  zamiast uczenia klepania paciorków,  mantr, rytuałów,  przykazań itd? Dlaczego? Bo boją się, że poznamy prawdę o nas? Bo okaże się, że mnich, czy kapłan nie potrafią nic zrobić, bo są tacy sami jak reszta stada? Po co więc przed nimi klękać,  całować pierścienie,  płacić za obrządki? Czy jest jakiś sposób,  żeby człowiek mógł się uwolnić? Tak. Jest. Odnaleźć z Nim mistyczny kontakt, poprzez modlitwę, która jest rozmową, wejść w głęboki dialog własnych cząstek w poszukiwaniu siebie,  właściwego sensu istnienia.
Cóż więc bym zrobiła,  gdybym była Bogiem?
Nic!
Sama byłam tym zszokowana,  gdy zadałam Bogu właśnie takie pytanie: Co bym zrobiła, gdybym była Tobą? Wówczas wszystko we mnie wydało taką odpowiedź: NIC!
Dlaczego? – zapytałam. Przewodnik odpowiedział:
„Bo co boskie nie przynależy do tego świata,  mimo,  że ten świat się w Nim zawiera. Boskie ma swoje przestrzenie do zaistnienia i manifestacji siebie. Świat ziemski jest przestrzenią stworzoną dla człowieka w celu manifestacji kreacji,  zdolności rozwoju i przekształceń na wzór boski. Człowiek posiada w sobie kod łączący go ze Stwórcą,  aby mógł mieć możliwość prowadzenia i podpowiedzi oraz nadania kierunku zmagań. Człowiek i ziemia powstały w akcie głębokiej miłości Boga oraz tęsknocie za dzieleniem się,  czego dowodem jest Wolna Wola. Ona jest czynnikiem potwierdzającym głębokie zaufanie Stwórcy do swoich dzieci oraz potrzeby doświadczania Boskiej kreacji na ziemi. Bóg ma pragnienie zaistnienia w przestrzeniach fizycznych poprzez swoje dzieci,  które wyrażone w dobru i miłości stwarzać będą jak najlepsze warunki do kopiowania światów wyższych (energetycznych), aby co piękne u Góry zaistniało również na Dole,  czyli w sferach najbardziej zagęszczonych energetycznie. Zejście Boga (obudzenie) w te przestrzenie może nastąpić tylko i wyłącznie poprzez człowieka,  który wspiął się do Góry,  na wyżyny duchowe,  by Zejść z mocą i mądrością, którą będzie ekspansywnie rozsiewać na ziemi. To jest prawdziwa ewolucja jednostki ludzkiej, na rzecz Jedności i Jedni. Bóg pragnie dotykać ziemi w powieleniu dzieci swoich obudzonych w najwyższych przestrzeniach duchowych. Wówczas żadnych ksiąg nie trzeba do czytania ani pisania. Kto dotyka Boga TAM, ten zejść z Nim powinien TU,  by zmieniać,  przekształcać i w pasji, radości dawać światu swoje szczęście. Każdy z was istnieje TAM i Tu. Ale skoro wasza świadomość budzi się Tu,  to znaczy,  że ukierunowanie działań powinno być na ziemię,  a nie na Boga. On jest tylko wyznacznikiem wartości,  piękna i kreacji. Działanie pozostaje po waszej stronie. Wedle Jego zamysłu będąc w połączeniu z cząstkami Jego w was możecie zmieniać ten świat ubarwiając go wielomożliwościami dobra. Bóg nie wymaga przysiąg,  kar ani rytuałów przywołujących Go. Bo po co? On Tu jest. W was i we wszystkim co stworzył. Gdy zaczynacie cokolwiek niszczyć niszczycie Jego,  gdy nie nawidzicie,  nie nawidzicie Jego,  gdy uderzacie,  sprawiacie ból Jemu. Rozejrzyjcie się jakie warunki stworzyliście sobie do życia i czy są one dla was korzystne,  czy niszczące. Jeśli chcecie coś zmienić,  zmieniajcie. Sami. Bo możecie,  bo macie wolną wolę i macie prawo do wolności i samostanowienia. Jeśli cierpicie,  zastanówcie się, co trzeba zrobić by zatrzymać ten stan i zróbcie to. Nie wiecie jak? Zapytajcie siebie,  czyli Jego w was,  a On zawsze odpowie,  jeśli wasze projekty będą wartością dodaną dla tego świata,  a nie rujnującą pożogą. Bóg zawsze wpiera odnalezionych w dobru,  łagodności i miłości. Nie podpowiada jak zabijać,  karać,  czy niszczyć indywidualne piękno każdego z was. Gdy macie wątpliwość co jest poprawne,  zatrzymajcie się,  wyciszcie i posłuchajcie co szepcze do was wasza krew,  wasz oddech, wasze serce. Jesteście osobowi i indywidualni. To znaczy,  że samokreacja połączona z Boską może wydać piękne plony przy rozwoju dualnej zawartości głębi. Otwórzcie oczy, obudźcie się i sięgnijcie po doskonałość własną,  którą Bóg dla was przygotował. A w Niej On jest zawarty i czeka na czerpanie z Jego źródła.”
Dlatego nie będę w nikogo uderzać,  donosić,  kłamać, intrygować, bić się o władzę, czy tytuły w imię ideologii,  które bywają zwodnicze. Nie będę na siłę przekształcać co zewnętrzne,  gdy wnętrze jest niegotowe na przyjęcie własnego piękna. Zewnętrze jest obrazem,  odbiciem wnętrza. Gdy modyfikacji ulega środek,  mechanizm korelujący oba światy sprawi,  że zewnętrze ustawi się wedle wewnętrznych zmian. I to jest piękne. Nic nie musisz. Możesz jeśli zechcesz. A skoro możesz to zmieniasz. Dla siebie,  dla świata,  dla zabawy,  pasji i radości.
Gdybym dziś stała się człowiekiem-bogiem i powiedziała o tym światu,  wszystko co wokół chciałoby mnie zniszczyć z obawy przed ujawnieniem prawdy,  z obawy przed utratą wpływów i władzy. A każdy z nas może nim się stać na wzór Jezusa, Zeusa czy Buddy. Kto ma odwagę?
Zastanawiam się, czy dobrze się stało,  że nasz świat w ogóle o Nim usłyszał. Gdyby nie istniało pojęcie Boga, jak ten świat by wyglądał? Nie byłoby religii, wojen,  nakazów,  zakazów wykorzystywania Jego wizerunku do niecnych celów. Ludzie żyliby zanurzeni w wewnętrznym świecie poszukiwań,  więcej mówili o intuicji,  jakiejś wewnętrznej sile,  nie byłoby straconych okrutnie żyć na stosach,  w świętych wojnach. Wystarczyłoby,  że człowiek wierzyłby w siebie. A każdy z nas to On. Uszczęśliwianie siebie to dawanie szczęścia Bogu. Niby proste,  ale w naszym ziemskim bałaganie bardzo złożone. Ile lat musi upłynąć,  żeby móc to odkręcić,  ile ludzi musi się obudzić,  żeby w ogóle mieć szansę to zrobić? Budźmy się w dobru,  łagodności i miłości. To mówię wam ja,  Ilona,  prawie Bóg ;))

POMIĘDZY

POMIĘDZY

TO CO ZA MNĄ I PRZEDE MNĄ ODDZIELA „POMIĘDZY „, KTÓRYM JEST „DZIŚ”2020/2021

Jakoś mnie dziś na rozważania wzięło. Mogłabym nakręcić videoblog, ale mam potrzebę spokojnych i cichych doświadczeń, przelotu myśli i refleksji. Nie chcę tego zakłócać dźwiękiem, sloganem, logiką. Co prawda powinnam zająć się przygotowaniami do urodzin córki, ale refleksyjność sprawiła, że jest we mnie spokój i świadomość, że nic mi nie ucieknie. Świat zmienił się nieodwaracalnie. To co wydarzyło się w 2020 roku na stałe odbije się w dziejach ludzkości. Po raz pierwszy na mojej stronie nie umieściłam ogólnej prognozy na miniony 2019 rok. Wszystko we mnie mówiło, nie rób tego. Za to dla siebie ściągnęłam przekaz od świetlistych przyjaciół, by go wrzucić do szuflady i wyciągnąć dopiero w czerwcu. Ehh, taka ludzka natura. Najpierw coś chcemy, a później o tym zapominamy. Bodźcem do powrotu do słów przekazu był mały incydent. Utrata pracy. Czy była rozpacz? Nie. Cisza. Raczej złość na Świat, że znowu chciał mnie złamać. Kiedyś sobie obiecałam, że nigdy więcej nie dam się wykorzystać. Mogłabym zachować stanowisko, ale za 1400 zł. Wiem, wiem – absurd. Czego tu bronić? Godności! Lubię pracować i wszędzie gdzie znajduję się porządkuję, ulepszam. I tu też się tak stało. Po prostu mam predyspozycje do pracy w logistyce. Jednak wszystko ma swoje granice. Pracodawca? No cóż, chciał wykorzystać zawirowanie związane z pandemią. Tylko, że się przeliczył, bo myślał, że w panice zgodzę się. Później chciał to odkręcić, ale powstał we mnie jakiś opór. Nie, nie będę z tobą ani dla ciebie pracować! Warto być sobie wiernym I wiecie co? Dobrze mi z tym. Wszechświat zadbał o ludzi, którzy mnie otaczają, a oni zadbali o mnie. I choć powinnam odczuwać braki, bo matematyka mówi, że gdy nie wpływa do skarbca rodzinnego określona gotówka to wynik musi wskazywać minus. A jednak nie! Cuda, cuda ogłaszają. Nie doszukuję się w tym podstaw zdrowego rozsądku, bo po co? Jest mi dobrze, niczego nie brakuje.

W tym roku, jak w żadnym, byliśmy z rodziną 2 razy w górach. Nie Malediwy, nie Honolulu, tylko polskie, kochane góry mogą dać radość. Jest we mnie cisza, nie ma pośpiechu. Ten rok przyniósł mi wielu ludzi, nie blaszane bębenki, tylko cudownych ludzi. Obdarzyli mnie zaufaniem, wzajemnie daliśmy sobie wsparcie, serdeczność, spokój i zrozumienie. To wszystko przeplatało się obfitością pracy nad życiem, nad postawą wobec trudów dnia codziennego. Wiele rzeczy miałam szansę odkryć nie musząc w dzikim galopie wykonywać domowych obowiązków. BRUD NIE UCIEKA!!! EUREKA!!! Cóż za komfort! Nie musiałam ścigać się z czasem. W poprzednich latach perfekcja odbierała mi właściwe widzenie spraw. I choć tyle razy wszystkim powtarzałam: Skrajności są złe, to w tym roku miałam szansę zastosować tę doktrynę w praktyce. Potwierdzam: brud nie ucieka, można się z nim pożegnać później.

Cóż dalej? Dziękuję mojemu pracodawcy za tę próbę określenia się i wytyczenia granic. Za to, że mogę rejestrować w sobie brak lęku, strachu przed tym co będzie. Bóg dał mi dwie ręce, nogi, głowę, rozum i siłę. Nie musi schodzić z nieba, żeby mi pomagać, bo wszystko już mam. Nie musi tu schodzić, bo On tu jest i działa poprzez innych ludzi. Kolejne odkrycie. Niby banał, ale to prawda. Jeśli stajesz się Jego rękoma dla drugiego człowieka i pomagasz, inne ręce zrobią dla ciebie dokładnie to samo. Magia.

* ROZRÓŻNIANIE. To wielka sztuka i umiejętność potrafić manipulować tą mądrością. Gdy widzisz kto, kim jest, nie tracisz czasu na blaszane bębenki, nie dajesz się wciągać w grę prowadzącą donikąd, nie uruchamiasz niskich emocji, nie żyjesz w poczuciu winy i nacisku, że coś musisz. Dystans i izolacja w tym wypadku gwarantują święty q*rwa mać spokój. Bezcenne. Bębenki żyją w strachu o to, co już mają i o to, czego jeszcze nie mają, a kto się boi, ten jest nieobliczalny w reakcjach i posunięciach. Zdrajcy wszelkich ludzkich wartości. Dlatego radzę ci, skoro to czytasz i do tej linijki dotrwałeś, przesiej swoje towarzystwo i szukaj prawdziwych ludzi. Nawet gdyby to miała być jedna osoba. Jedna, niezawodna, mądra, dającą wolność, ale która jest podparciem w trudnych chwilach.

* ZOBOWIĄZANIA. Nie masz żadnych. To iluzja, którą sami tworzymy. Takie rzeczy można zrozumieć i ujrzeć we właściwej formie tylko w ciszy. Kto żyje w ciszy, nie zakłóca przepływu wysokich wibracji, a z nich powstaje światło. I nagłe rozumiesz, że pasuje Ci życie w świetle, i rozumiesz, że jesteś jego częścią. Nie ustępuj pola blaszanym bębenkom, nie oddawaj im przestrzeni do rozsiewania napięcia, czy przymusu. To są czarne baterie, które przejęte przez zło zaśmiecają energetycznie całe środowisko. Gdy uderzasz ręką w stół dla wyznaczania granic, dla wytyczenia możliwości poruszania się ciemnej masy poza twoją elipsą, nie czynisz nic złego. A wręcz odwrotne. Dobro musi być pojmowane we właściwy sposób. Dobro to siła wyznaczania i określania się wobec samego siebie, która ekspansywnie wychodzi spoza twojego wnętrza. I gdy rozumiesz, że jedynym zobowiązaniem jakie masz to jesteś ty sam dla siebie – że masz wpływ na jakość życia, jakość mądrości, umiejętności odnajdywania się w dziwnych, a często nieludzkich sytuacjach – wówczas jesteś WOLNY, a kto doświadcza tego stanu, ten jest ZWYCIĘZCĄ, czyli staje się Królem we własnym Królestwie. 2020 dziwny rok, dziwnych sytuacji, niedowierzania, że TO dzieje się naprawdę. Dla mnie to rok określenia się: człowieczeństwo, czy ciemna masa. Spokój, czy strach przed nieznanym. Czy należy się bać przyszłości? Jeśli zrozumiesz, że twoje jutro jest dziś, jeśli zrozumiesz, że jakość ciebie DZIŚ określa twoje jutro, nie czujesz obaw. Rozwiązania pojawią się w najlepszym dla ciebie momencie. Przecież idziesz w świetle, a ci co kroczą tą drogą mają prowadzenie, mają moc światła, sprawiedliwości i umiejętność rozróżniania złota od kupy. Z Ojcem zawsze jest łatwiej. Nigdy nie opuszcza swoich dzieci. Szybciej my sami siebie sponiewieramy niż ON uczyni cokolwiek przeciw swemu dziecku. To niezaprzeczalnie wysoka pozycja być człowiekiem odnalezionym w dobru, być dzieckiem Boga, wolnym od iluzji, Zwycięzcą. Kto kroczy pod skrzydłami orlich skrzydeł, ten niczego bać się nie musi. Nie ma lepszej ochrony. Żadne zło nie ośmieli się zbliżyć. Pamiętaj, że światło rozświetla mrok, po to, aby objawić PRAWDĘ.

* PRAWDA. Często niewygodna, obnażająca ułomności ludzkiej natury. Wstydzimy się jej, wstydzimy się prawdy o sobie. Kto ma pokorę (odwagę w ciszy) ten stanie przed lustrem i bez lęku zapyta: Tato, co jeszcze muszę w sobie naprawić? Nie będzie spuszczał wzroku, nie będzie uciekał przed sobą. W chwili, gdy spojrzysz na siebie oczami Ojca, będziesz wiedział i nadzieja (pewność) cię nie opuści. „Prawda” prawdziwego człowieka wyzwoli, jednak blaszanego bębenka niestety nie uwolni od iluzji o sobie. Po odwadze poznasz człowieka, bo jako dziecko boże, na wzór Ojca będzie dążyć do doskonałości. Wybacz mi tę filozofię duchową, ale od zawsze kręciła mnie mistyka, poszukiwanie odpowiedzi czym jestem, po co jestem i dokąd zmierzam. Cała ta podróż zwana życiem jest po to, aby odzyskać TOŻSAMOŚĆ duchową i przestać być czymś, na rzecz Kimś. Jeszcze dziś nie znam wielu odpowiedzi, ale wiem na tyle dużo, żeby mieć pewność, że z tej drogi nie zawrócę. Blaszany bębenek zapyta: nadal nie rozumiem, po co ci to? ( w zasadzie to on do tej treści nawet nie doczyta, bo nudne)

* SPRAWIEDLIWOŚĆ. Ktoś musi powalczyć o nowy porządek. Aby dobrzy ludzie nie byli zaszczuci przez zło, aby odkryli swoją prawdziwą naturę, aby otworzyli duchowe oczy i odnaleźli się pod opiekuńczymi, orlimi skrzydłami. Wierzę w boską sprawiedliwość. Musimy się jej nauczyć i poruszać według jej kryteriów. Zasady są proste, ale przez wielotysięczny czas trwania iluzji większość nie wie, co jest właściwe, a co nie. Ktoś zapyta: jaka iluzja? Dobry człowiek musi powstać i żeby tak się stało, musi zrozumieć, że bycie dobrym nie oznacza nadstawiania pośladków do kopania, czy policzków do bicia, nie oznacza bierności wobec zła, wycofania i ukorzenia. Dziś jeszcze dobrzy ludzie są słabi, ale gdy popracują nad tężyzną energetyczną i duchową, gdy wyćwiczą mięśnie i zdobędą oręż, gdy wyrażą się w woli walki o sprawiedliwość dla siebie, powstanie cała armia dzieci Bożych. I zło odpuści.

* ILUZJA. Pokonała i zwiodła na manowce wielu mądrych, sławnych i na ołtarze wyniesionych. Prawdziwy człowiek nie roztrząsa, nie powraca do tego co było, wyciąga jedynie wnioski ze swojej postawy. Odróżnia, poszukuje prawdy i buduje sprawiedliwość. Iluzja bardzo mu przeszkadza. Ale czy to powód, żeby przestać? Niezłomność, pracowitość, odwaga to cechy ludzi szlachetnych. Nie wyrzekaj się więc szlachectwa, koneksji z Bogiem. Dzieci Boga nie upadają, one przyklękają pod naporem iluzyjnych spraw, by powstać i ruszyć dalej. Nadchodzi czas przebudzenia, wyrwania się z systemowych, religijnych i moralnych łańcuchów, krępujących kajdan. Proces będzie trwał dziesiątki, jak nie setki lat. Praca będzie żmudna, wymagająca wytrwałości, podawania sobie dłoni w dążeniu w „pozailuzyjną” wizję świata. Wysiłek warty celu.

* BIAŁY ŚWIT. Od tego jak będziemy widzieć Świat, takim on będzie. Tkanie białego świtu, białego jutra, to sposób na pokonanie iluzji, sposób na bezradność, na wewnętrzną martwotę, na niewykluczenie wyjątkowych zdarzeń i zbiegów okoliczności, na przeżywanie życia w pasji. Pozytywne widzenie świata pomaga w realizowaniu słodkich pragnień, w tworzeniu odważnych marzeń, to wyzwanie rzucone ciemnej strukturze, czarnym programom. Biały świt to przyszłość w świetle, w spełnieniu, w dobru. Kawałek po kawałku wydzierać będzie obudzony człowiek przestrzeń dla siebie, na swoich warunkach, bez wyznaczników fałszywych proroków. Samodzielność i odpowiedzialność, jedność w szczęściu i kochaniu, współistnienie i współodczuwanie – zupełnie nowe cechy określą jasną przyszłość. 2021 – nowy początek. Jak każdego dnia, po przebudzeniu zaczynamy rozkwitać, by wieczorem zwiędnąć, a w nocy przejść transformację odrodzenia. Będzie to kontynuacja starego w nowej odsłonie. Uważajcie na emocje, lepiej energię ulokować w ufności niż w lęku przed tym, co może się stać, ale nie musi.

* SPOKÓJ. Przypływy i odpływy wyznaczają rytm życia. Pozwól, aby ten ruch trwał. Nie opieraj się falom, bo mogą zawieźć cię do cudownej krainy z magicznymi rozwiązaniami. Ufność sprawi, że na fali spokoju przetrwasz największe burze i sztormy. Rytm życia, jego cykliczność podpowiadają, że po burzy zawsze wychodzi słońce. Miniony rok był dla mnie dobry, mimo, że cykl zmian bezpowrotnie wytyczył nowy szlak. Założyłam, że”Inaczej”, nie oznacza gorzej. Przeszłam drogę w świętej zajebistości przez „jebać ” i upraszcza się „wypierdalać”. Pozwoliłam sobie na wyjście poza kanony norm zachowania. Kosmiczne łono, które zawarte jest w ciele kobiety jako klucz do stwarzania, uwalnia się spod pręgierza. To tylko jeden z wielu etapów. Zadbajmy, aby ten nadchodzący czas był w „jakości „, która określi człowieczeństwo. Kiedy trzeba będzie uderz pięścią i nie bój się swojej siły, czasami przytul, pogłaszcz lub krzycz, gdy będziesz świadkiem niesprawiedliwości. I nie przywiązuj się do czasu, ludzi, miejsc, bo 2021 jest tylko przejściem do 2022. My zawsze jesteśmy gdzieś „pomiędzy”. Choć to „pomiędzy” wiele określa, to prowadzi do kolejnego „pomiędzy”. Pomiędzy słowami, pomiędzy spojrzeniami, pomiędzy byciem i niebyciem, pomiędzy nocą, a dniem, pomiędzy upadkiem, a wzlotem, pomiędzy życiem, a śmiercią, pomiędzy niebem, a ziemią, pomiędzy myślą, a emocją, pomiędzy szczęściem, a goryczą, pomiędzy nienawiścią, a miłością, pomiędzy tym co było, a co będzie… W każdym „pomiędzy” coś się wydarza i każde „pomiędzy” zawiera dar – ŻYCIE. Nie zapomnijcie więc po prostu ŻYĆ. Niech ŻYCIE wypełni ISTNIENIE.

DZIĘKCZYNIENIE SOBIE

DZIĘKCZYNIENIE SOBIE

Wiecie co do mnie dotarło przy sobotnim sprzątaniu? Że nigdy nie podziękowałam sobie. Bywałam z SIEBIE dumna, ale nigdy sobie za nic nie podziękowałam. Ta świadomość tak we mnie uderzyła, że aż mi łzy poleciały. Takie okrucieństwo wobec siebie? Dlaczego wcześniej tego nie widziałam? Dziekowałam rodzicom, dzieciom, przyjaciołom, znajomym i nieznajomym, opatrzności, aniołom, Bogu, a o sobie zapomniałam. I tak oto powstała poniższa lista przestępstw. 😁

Ilonko kochana przez siebie zapomniana

Dziekuję ci ogromnie i pochwalę nieskromnie

Jesteś piękną istotą dla wielu opoką
Dziękuje ci za odwagę urodzenia, dla duszy ocalenia

Wiedziałaś doskonale, że nie będzie to łatwe wcale

Ale jesteś i trwasz, i wciąż dużo masz

Dziekuję za odwagę, za moc, za słabość i ucieczkę w noc

Za radość, za śmiech, za impulsywny gniew

Za mądrość, za wielkość, za małość i grzeszność

Za przyjaciół i ich brak, by poznać samotności smak

Za otarte innym łzy i szmaragdowe sny

Za słowa prowadzące, z miłości płynące

Za zwątpień tysiące, serce krwawiące

Za skrywany szloch, ograniczeń loch

Dziekuję ci Ilonko, poranne słonko

Za serce otwarte, za stopy otarte

Za dzieci, za troski, nieprzespane nocki,

Za wybaczenie, duszy oddzielenie

Za pojednanie, wieczne pomaganie

Za intuicję, za widzenie, mądre sądzenie

Za przenikliwość, każdego dnia wątpliwość

Za przyjaciół, za wrogów, za obcych bogów

Za prawdę, za miłość, bliską zażyłość

Za poświęcenie, za kategoryczne odtrącenie

Za bieg ku wolności, za zrozumienie własnej wielkości

Za wdzięczność za życie, namiętność o świcie

Za dobra czynienie, ludzi chronienie

Za waleczność, duszy szlachetność

Za kłamstwa, za prawdę, słowną pogardę

Za samobójstwa, emocjonalne ludobójstwa

Za wierność i zdradę, nieszczerą poradę

Za chamstwo, za łagodność, ust niewydolność

Za beztroskę, za powagę, w działaniu odwagę

Za zaufanie, za lęk, kieliszka brzęk

Za oddanie, za poświęcenie, trosk oddalenie

Za światło, za cień, goryczy cierń

Za niedokończone książki i słowa – zacznij od nowa

Za wiarę, za cuda, za to, że obca ci nuda

Za taniec, za śmiech, po ostatni dech

Za figlarność, za niewinność, lekka powinność

Za błękit oczu, za bezkresność widoków, walkę w pomroku

Za dążenia, za kreację, odpowiedzialną rację

Za marzenia niespełnione i cuda poczynione

Za natchnienia, za inspirację, wewnętrzną konspirację

Za chłostę, za stos, serca głos

Za dorosłość, za dziecinność, subtelna niewinność

Za naukę, za lekcje, za marne projekcje

Za zabawę, za seks, niedzielny keks

Za kaca, za moralność, ludzka banalność

Za sukcesy, za porażki, porzucone zabawki

Za wzniesione toasty, za zapomnienie, bolesne przebudzenie

Za kąśliwe słowa, pretensje do Boga

Za wybaczenie, za zrozumienie, cudze ukojenie

Za zmysły, za smaki, miłosne draki

Za miejsce przy stole, za każde PIERDOLE

Za kurczaka, za grzech, wariacki śmiech

Za oddanie, za niezłomność, ludzką nieudolność

Za ciało, za spryt, niepotrzebny zgrzyt

Za osobistą ZAJEBISTOŚĆ, emocji porywczość

Ilonko, słodziaku, babski kozaku

Z życiem się mocujesz, na słowa boksujesz

W piękno serca wniknij, w nim cisza – Zamilknij!!!

Jesteś światłem, jesteś cudem, zdobyte ciężkim trudem

I ujrzyj swe piękno, ściągnij słabości pęto

Bądź doskonałości oddana, w rajskim świetle skąpana

Aniele, cudowne stworzenie, masz boskie korzenie…

Bądź dumna, bądź wielka, magiczna uwodzicielka

CHOROBA – WON Z PIEDESTAŁU!

CHOROBA – WON Z PIEDESTAŁU!

Zauważyłam, że choroby, które spadają na człowieka nagle (brzmiące jak wyrok) odbierają nie tylko przyszłość, ale również teraźniejszość (choć tak naprawdę teraźniejszość to przyszłość, ale to inny temat). Poza tym zauważyłam, że większość osób z nieuleczalnymi chorobami hołubi je, stawia na piedestale i ciągle bije jej pokłony. Nie mogę zrobić tego… bo jestem chory, czego wymagasz ode mnie… jestem chory, z czego mam się śmiać… jestem chory itd. A najciekawszą grupą są ci, co wręcz się cieszą, że ONA jest, (wiem, trudno uwierzyć) mogą się pochwalić, bo przecież współczuć trzeba i pogadać jest o czym, o cierpieniu, o leczeniu, o konowałach, o kolejkach do badań. Noooo… całe życie wypełnia choroba. Na nic nie starcza miejsca, ani na partnera i jego potrzeby, na przyjaciół i ich potrzeby, na rodzinę, na zabawę, na bycie, na życie, na radość, na śmiech, na pracę, na rozwój, na taniec, na spacery, na doświadczanie tego co jest. Nie ma nic, ale za to jest CHOROBA. Najukochańsza, wierna, nigdy nie opuści (mimo, że rani), każdego dnia się wita i żegna, i czuwa w czasie snu. Wzruszyć się można. Wiem, że za chwile, ktoś powie: ciebie TO nie dotyczy, nie wiesz jak to jest, gdy codziennie boli, gdy nic się nie chce, gdy wokół beznadzieja. A ja na to: Żyję energią, manipuluję energią więc  najwyższym dobrem dla mnie jest stan OBECNOŚCI, stan JESTEM. A gdy trwam w  JESTEM, to widzę więcej – moja ŚWIADOMOŚĆ występuje w roli OBSERWATORA. Wówczas dostrzegam niewłaściwe postawy, role i emocje.

Ponieważ staram się pomagać ludziom, ustawiać ich w przestrzeni, na ścieżkach życiowych i uzdrowić myślenie, umysł, emocje no i ciało fizyczne, potrafię powiedzieć dużo na temat osób  chorujących. Owszem, spotykam nieliczną grupę chorych współpracujących (Boże, dziękuję ci za to, że pozwalają sobie pomóc!), którym się chce być, chce żyć i doświadczać. Cudownie jest obserwować ich zmagania, postępy, rozwój i co najważniejsze: RADOŚĆ! W takich chwilach czuję się potrzebna i zespolona ze światem. Kocham tę robotę!!! Wśród moich znajomych również mam osoby chore m.in. z SM, czy bocznym zanikiem mięśni. Szczerze ze sobą rozmawiamy i gdy mogę to podpowiadam coś nie coś o ich postawie. Oczywiście są tacy, którzy pragną zmian w sobie oraz tacy, którzy nie chcą widzieć prawdy o sobie.

Dziwna zależność zaobserwowana przez mnie to taka, że ludzie dobrzy nie tracą światła w obliczu choroby, ale źli ludzie stają się jeszcze bardziej pochłonięci przez zło. Jakoś dziwnie choroba tę ciemność potęguje. Obserwuję jak cała rodzina jest sterroryzowana, niszczona, upadlana przez chorego. Padają słowa zniewagi, niekończących się roszczeń i oczekiwań. Totalnie zniewolenie człowieka. Poczucie obowiązku wobec bliskiego z rodziny nie pozwala im się wyrwać z karuzeli zła. Płaczą z bezsilności po nocach, by podnieść się na kolejne wezwanie „czarnego pana”.

Choroba może dużo zabrać, a niektórym wszystko. Mogę pomóc tylko tym, którzy chcą zmian, którzy współpracują i walczą o radosną codzienność. Bo tak naprawdę choroba weźmie tyle, ile pozwolisz sobie odebrać. Życie to nie tylko sprawne i piękne ciało fizyczne. Życie to stan odczuwania wszystkiego co jest. Nie możesz chodzić? A możesz „odczuć” jak chodzisz? Gdy nauczysz się już odczuwać, umieść ten żywy obraz na Polu Marzeń. Tak, tak, jest takie pole w przestrzeni wyobraźni, a z niego krok dzieli od Pola Zmian. Zapomniałeś o marzeniach??? Oj to niedobrze!!! Stań się dzieckiem i wyobraź sobie, że Bóg ci podarował klocki lego. To są nietypowe klocki, bardziej gotowe formy znanych ci elementów życia. Zbuduj sobie dom w miejscu, które da ci szczęście, otocz ludźmi, którzy wniosą wartość do życia (wartość dodaną), wstaw auto, w kolorze jakim chcesz, posadź las, utwórz łąkę i w tym wszystkim umieść siebie: biegającego, radosnego, spełnionego, którego zachwyca samo życie. Nie możesz chodzić? A tu możesz! Stwórz potężną energetyczną kopię samego siebie. Ona nigdy nie zachoruje, nie zbłądzi, nie zawiedzie. Kolos przepełniony światłem poprowadzi cię przez „wszystkomożliwość”.

Podsumowując zadbaj o jakość twojego życia dzisiaj. Jeśli DZIŚ możesz jeszcze ruszyć ręką, to stwórz za pomocą niej piękne rzeczy, z których będziesz dumny, gdy już nie dasz rady jej podnieść. Możesz operować ustami? Twórz słowa, które popłyną w świat na wysokiej wibracyjnej fali. Niech dają innym spełnienie, niech zmieniają, niech mają moc czynienia dobra. Możesz myśleć? Cudownie! Niech powstaną w twoim umyśle najpiękniejsze obrazy o tobie samym jak i o innych ludziach. Tego nikt ci nie zabierze! Mało tego – nie potrzebujesz do tego ciała. Tam, w tobie, w twojej wewnętrznej głębi żyje i czeka na otwarcie wrót: ŚWIADOMOŚĆ, żywa cząstka samego Boga, doskonała forma ciebie. Żyje poza czasem i przestrzenią, niczym nieograniczona, wolna. Połączy twoje wnętrze z zewnętrzem. Uznaje tylko wysokie wibracje. A ten, kto obudzi świadomość, ten dozna wolności w wymiarach wysokoenergetycznych i duchowych.

Pamiętajmy, że istota ludzka jest bardzo złożona w swej naturze. Ciało fizyczne to zaledwie 2% tego, czym jest człowiek. Resztę wypełnia energia i duchowość. W takim razie, jeśli ktoś koncentruje się tylko na ciele fizycznym i uważa, że  ono ogranicza, nie pozwala w pełni przeżyć życia to jest bardzo ubogi w wewnętrzne kolory. Może nie robił tego, bo nie wiedział, że może. A ja ci mówię: możesz! Bóg nie będzie cię pytał o przeszkody, ale o twoje sukcesy. Każdy z nas ma coś do przepracowania: jedni ciało, inni umysł, a jeszcze inni emocje, czy psychikę. Wszystko jest ważne, niczego nie można zaniedbać. Gdy pojawia się choroba i co gorsza staje na piedestale, to znaczy, że coś jest poza JEDNOŚCIĄ, jakiś element człowieka, żyje w oddzieleniu. Poszukaj tego braku, tego oddzielenia, a być może postawisz na piedestale prawdziwego siebie: ŚWIADOMOŚĆ. Zrozumiesz, ile barw ma życie, ile daje, jak ciekawą może stać się egzystencja. Życie nigdy się nie kończy. Kończy się ciało fizyczne (bateria słabnie), ale życie trwa nadal. Ono pokonuje czas i przestrzeń i ciągle trwa, aż odnajdziemy samych siebie, doskonałych w przestworzach stworzonych dla Zwycięzców. Tego nam wszystkim życzę.

Zastanów się, do której grupy należysz… Żyjących w radości i podziwiających cud życia? do upierdliwców, wykańczających rodzinę? do wielbicieli, droczących się z chorobą jak z kochanką? Czy do tych, dla których życie się już skończyło? To, co stwierdzisz, jest na tę chwilę. A to, co będzie PO TEJ CHWILI należy do ciebie.

A teraz ćwiczenie dla „piedestałowców”. Ujrzyj chorobę na najwyższym podium. Może wyglądać jak ty, albo jak breja klejącego błota. Spójrz na nią z niskiego poziomu, poziomu pokonanego. To już ostatni raz tak na nią patrzysz. Poczuj jak rośniesz, jak unosisz się coraz wyżej i wyżej. To twoja ŚWIADOMOŚĆ pomaga ci odnaleźć się w przestrzeni. Ona może wszystko więc przyjmij co daje. A wręcza ci ogromny kij bejsbolowy. I patrzysz z góry na to choróbsko chełpiące się wielkością, i czujesz, że dość już tego, że masz moc, że chcesz żyć, że możesz ubarwić ten świat. I wal!!! Z całej siły! I zobacz jak ta breja rozpłaszcza się w przestrzeni, by zniknąć. Teraz ty stajesz na podium z numerem 1. Ty człowiek, ty czysta kreacja, ty wielkość i doskonałość, ty moc! Odtwarzaj w sobie to działanie, aż do dnia, w którym zamykając oczy poczujesz każdą cząstką, że stoisz na piedestale. Stałeś się ZWYCIĘZCĄ KOCHAJĄCYM ŻYCIE!

CHALLENGE – MIŁOŚĆ!!!

CHALLENGE – MIŁOŚĆ!!!

Czym jest miłość? Emocją? Uczuciem? Stanem uniesienia?

Ktoś może zacytować: „(…) miłość nie zazdrości,(…) nie szuka poklasku (…). Dużo w tym prawdy. Cały świat jest skoncentrowany na miłości, a ona sama stanowi główny wątek większości filmów, książek, muzyki, czy obrazów. Skoro tak, to czemu tyle zła otacza ludzkość? Nienawiść, podziały, zazdrość, wojny, zbrodnie – oto tematy codziennych medialnych wiadomości. Mordy w imię miłości: żony (bo zupę przesoliła), matki (bo nie dała dość kasy), dziecka (bo za dużo płacze), dziewczyny (bo wolała innego), itd… wymieniać można bez końca. Czy my, ludzie, w ogóle potrafimy kochać? Czy wiemy czym jest miłość? Traktujemy ją jak senne marzenie, ucieleśniamy nadając kształt powabnego ciała, kojarzymy z doskonałością fizyczną i intelektualną. Ale czy o to w niej chodzi?

Prawda jest taka moi drodzy, że pozostało w nas wspomnienie jej doznania z innego, wyższego wymiaru. Mamy pierwotny pęd, tęsknotę, gorące pragnienie doświadczania jej i ciągle poszukujemy choć namiastki tego, co zostało utracone. Ziemia to czyściec i jeśli ktoś myśli, że po śmierci znajdzie się w innej krainie, w której będzie naprawiać błędy popełnione na ziemi – to się myli. Tu jest TEN czas i miejsce na doskonalenie się i poszukiwanie cudowności zwanej MIŁOŚCIĄ. Choć wypełnia wszystko co istnieje i choć była impulsem stwórczym stworzeń wszelkich, wydaje się być nieuchwytna jak sprytna lisica. Oto, co szanowna „Góra” na to:

 (Nie szukajcie tu stylistyki ani gramatyki – przekazy rządzą się swoimi prawami.)

„Miłość jest nieustannym przepływem, wibracją, siecią wzajemnych powiązań, kotwicą międzywymiarową. Jest intencją i spełnieniem. Jest ciszą w zgiełku Universum, radością, postępem, nieustanną przemianą, tchnieniem, akceptacją i „byciem” we wszystkim co jest, było i będzie. Nie istnieje w „czasie” tylko poza nim, choć w JEDNI przejawić się może. Jest ukochaniem własnego cudu, i tej Wielkiej Mistyki ją stwarzającej. Jest bezkresnym ogromem ISTNIENIA W ISTNOŚCI WSZECHRZECZY. Jest PORZĄDKIEM, PRAWEM I ŁADEM. Choć nie przejawia się w nich oddzielnie, to w każdym istnieje jako baza. MIŁOŚĆ i PRAWO to Ojciec i Matka, których troskliwe dłonie przynoszą ukojenie. To MOC Życia! Prawdziwego ŻYCIA! Miłość na ziarnie DOBRA jest uformowana. Kto prawdziwie miłuje ten JEST. A gdy się JEST W MIŁOŚCI nastaje pragnienie tworzenia – KREACJI.  Bez niej nic się w nieskończoności i wieczności nie utrzyma, gdyż marność przenika każdą cząstkę.  Bez miłości zatraca się tożsamość i anonimowość rozprasza ją w próżni.

Miłość przypisana jest do świata duchowego, gdyż tam prawdziwie przejawić się może. Światy wysokoenergetyczne jak Eden potrafią ją cudownie kopiować, transformować i przejawiać. Dla nich jest wszystkim i w niej widzą wszelką wartość. Wypełniająca  miłość sprawia, że stają się jednym. Ziemia to świat niskowibracyjny, dlatego prawdziwe przejawienie się miłości jest tak trudne. Tylko istoty duchowo obudzone mogą odczuć stan bożego kochania. Ludzie na ziemi doświadczają zazwyczaj pokochania i namiętności, i to w dodatku chwilowo, gdyż nie potrafią utrzymać wymagań wibracyjnych i czystości intencji. Często wkrada się niezdrowe pożądanie ciała, umysłu i myśli drugiego człowieka, co ostateczności prowadzi do jego podporządkowania. A przecież Miłość to Wolność. Każda forma nacisku na drugiego człowieka, jego krytyka i próba wpływania na reakcję i zachowanie, wyklucza Miłość. Siła Stwórcza powołująca Istotę Ludzką do życia obdarzyła ją Wolną Wolą. Dlaczego więc nadużywając słowa KOCHAM odbieracie sobie wzajemnie Prawo do bycia Sobą i samostanowienia o sobie?”

Niektórzy mówią, że rodzajów miłości jest wiele: macierzyńska, braterska, partnerska, ale to nieprawda. Miłość jest jedna, ale przejawiać się może na wiele sposobów. Często nazywamy coś miłością, chociaż w ogóle tym nie jest. Matka „kochająca” córkę gwałci jej wolę nie pozwalając być artystką, bo przecież lepszy chleb i prestiż da jej medycyna. Czy to jest miłość?! Nasza ziemia i to, co obecnie ją wypełnia nie ma nic wspólnego z miłością. Nic. Gdy mówimy KOCHAM, to w podprogowym kodzie tego słowa płynie: NALEŻYSZ DO MNIE. Nie potrafimy kochać i dawać wolności. Pragniemy zatrzymać miłowaną osobę przy sobie, kontrolować i wpływać na jej decyzje, pragnienia odbierając indywidualność. Chcemy by partner żył naszymi potrzebami, marzeniami i problemami. Czy możemy coś z tym zrobić? Oczywiście. Zająć się sobą.

Ten, kto mówi o rozwoju, a szczególnie o rozwoju duchowym, w pierwszej kolejności powinien znaleźć w sobie wszystkie niedoskonałości i przekuć w doskonałość. Doskonałość to Miłość, a Miłość to Siła. Zacznijmy od POKOCHANIA SIEBIE. Wolimy koncentrować uwagę na innych niż na sobie z lęku, że dowiemy się czegoś, co trudno będzie zaakceptować. Tak w ogóle, co znaczy POKOCHAĆ SIEBIE? Akceptować ciało, nałogi, własne reakcje? Czy potrafimy patrzeć na siebie i traktować z miłością po całości własnej istoty? Podpowiem wam, że POKOCHANIE SIEBIE to nie jest coś chwilowego, to stały pewnik o osobistej DOSKONAŁOŚCI. Trzeba to odczuć i wejść w rolę zwycięzcy. Wierzcie, że łatwiej kochać inną osobę niż dogłębnie, do samej wątroby odczuć miłość do siebie. Ukryte żale, zgorzknienie, niezadowolenie to wartości wypełniające każdą cząstkę. Gdy weźmiecie wreszcie odpowiedzialność za swoje życie, za jego jakość, przestaniecie warunkować spełnienie od bycia z kimś, bycia gdzieś i posiadania czegoś, TO wówczas zostanie nam JA. A JA może wszystko, bo jestem doskonałością wypełniającą każdy moment życia, mam Wolną Wolę i mogę decydować o jakości mojej egzystencji.

Swego czasu bardzo pomogło mi widzenie pewnej sytuacji (sceny) w medytacji, w której Bóg pokazał mmi czym jest miłość i jak ją odczuć do samej siebie. Otóż, stanął na mojej drodze piękny rycerz, o japońskim charakterze. Miał długie, czarne włosy związane w kitkę. Był dostojny, w postawie szlachetny, pewny siebie, ale przy tym lekki, dający schronienie, ale nie przymuszający. Trudno te odczucia nazwać, gdyż nie wiedzieć dlaczego, poczułam do niego gorącą miłość. Nie było to jednak takie ziemskie kochanie. Cieszyłam się, że mogę na niego patrzeć, że wystarczy, że jest. Przepełniało mnie szczęście, że mogłam go poznać i sama jego obecność była dla mnie wyróżnieniem. Nie miałam żadnych oczekiwań zachwycając się jego cudownością. Odczułam, że jest idealny i nic nie należy w nim zmieniać. Gdy tak cieszyłam się z tego spotkania, Bóg powiedział: To TY jesteś NIM! I teraz mi powiedz, że nie potrafisz się kochać! Zatkało mnie totalnie. No tak! Nigdy nie widziałam w sobie tego ideału, który widział we mnie Ojciec, ten Prawdziwy, Jedyny, który powołał mnie do życia. Pokazał mi jak ON patrzy na mnie i jaką jestem w jego oczach. Wszystko co wówczas odczułam cudownego do tego rycerza, ON czuł to samo. A byłam wstanie poczuć PRAWDZIWĄ MIŁOŚĆ w zaledwie 10%. Teraz wyobraźcie sobie jak Bóg mocno nas kocha! Pragnie, abyśmy stali się Zwycięzcami, pokonali przekonanie o własnej małości, bo zostaliśmy stworzeni do KOCHANIA. Miłość może tylko dawać, nigdy niczego nie odbiera. Dawaj więc sobie każdego dnia solidną porcję miłości i żyj w przekonaniu o wielkości – nawet jeśli masz niesymetryczną twarz, cellulit na pupie i nieukończone studia. Pozwól się kochać całej naturze, chmurom, powiewom wiatru, promieniom słońca, szumie drzew, gdyż jesteśmy zawarci we wszystkim co nas otacza – a całe otoczenie zawiera cząstki swojego Stwórcy, czystej miłości.

Bez kochania siebie nie doznacie miłości od innych nawet gdyby kochali was na zabój. Ciągle będzie niedosyt i niepewność, że jesteście ważni, docenieni, cudowni. Gdy kochacie siebie, nie potrzebujecie zapewnień otoczenia o swojej wyjątkowości. Miłość przyciąga miłość, bo światło zasila światło. Proste zasady! A gdy już nauczycie się kochać siebie, zacznijcie kochać innych w taki sposób, jak sami chcielibyście być kochani – bez ograniczania, bez nacisków, bez zmieniania, bez „likwidowania” niedoskonałości. Jeśli nie widzisz dobra u drugiego człowieka, bo wisi mu brzuch, to nie kochasz. Kochaj mimo brzucha, zmarszczek, rudych włosów, bo człowiek to nie tylko ciało, człowiek to znacznie więcej!  

Każda chwila bez miłości jest powolnym procesem umierania, podleganiem sile autodestrukcji struktur, powłok i cząstek. Kochaj mądrze. Miłość oznacza czasami przyzwolenie na to, by ukochana osoba upadła, ale tylko po to, żeby mogła doświadczyć błędu – później podajesz rękę i pomagasz wstać, o ile taka będzie jej wola.

„Człowieku, marny własną marnością,

Zanurz się w Świetle i poczuj siłę odrodzenia

Stąd wyszedłeś i z tego powstałeś

Oto twoja prawdziwa natura

Synem-córką moją jesteś

– Wielkość Tobie przypisałem

Nie toń więc we łzach smutku

Ale powstań Świetle Zwycięzców

Bądź przejawem Mojej Wielkości

Bo w Tobie JESTEM, w Tobie ŻYJĘ

I ta miłość nigdy nie ustanie

Miłość w wieczności zawarta na ciebie czeka

Nie ma takiej granicy, Nie ma takich schodów,

Których nie mógłbyś pokonać

Wszystko ci oddałem, Wszystko już masz

Nigdy nie upadłeś,

Nigdy nie byłeś ode mnie oddzielony

Jesteśmy Jednym w Dwojgu przejawionym

Nieustanny przepływ Światła Miłości zapewni ci sukces

Przyjmij swoją Wielkość

I ukochaj się tak, jak ja Ciebie ukochałem

Marzę o Twoim zwycięstwie, o chwale mojego Dziecka

W Oceanie Czystego Światła się zanurz,

W nieskalanej niczym Miłości

Odnów Przymierze ze Mną,

A ja Ciebie poprowadzę na Wzgórze Zwycięzców

Przyjmij swoją Doskonałość, Przyjmij co Ci dałem

Abym mógł przywitać Dziecię Moje Prawdziwe”

Przyjmijcie wyzwanie, zanurzcie się we własnej doskonałości i ugruntujcie miłość w sobie.

7 dni kontemplacji stanu MIŁOŚCI I JEDNOŚCI ze wszystkim, co jest w tobie i poza tobą. Co wybierasz: Miłość, czy marność? I pamiętaj – MIŁOŚĆ DAJE, NIGDY NIE ZABIERA! Niech ogień miłości, ogień przemiany uformuje cię na nowo! Powodzenia!

PAN ŚWIATA

PAN ŚWIATA

Człowiek – istota piękna, acz pokrętna. Dlaczego? Nie ogarnia swojej złożoności. Nie wie kim jest, po co jest i ku czemu zmierza. Żyje w iluzji wdrukowanej przez środowisko tym samym zatracając swoja indywidualność. Chcąc być obiektywną muszę uściślić, że większość ludzkiej populacji nie można nazwać człowiekiem. Są to istoty człekokształtne, umiejętnie poruszające się w tym świecie po kulturowych i biznesowych kuluarach, władające niekiedy kilkoma językami, biegle obsługujący nowoczesne urządzenia – ale mądrości nie uświadczysz. Nie mniej nie ma innego określenia dla tego typu gatunku. Ups,  jest!Ale ktoś mógłby poczuć się urażony – robot! Nie mniej na potrzeby mojej wypowiedzi uchwycę się tego zwrotu, aby łatwiej było odróżnić.

Robot żyje najczęściej w wymiarach 1-4, czyli potrzebami ciała fizycznego, umysłu, myśli i emocji. Są to powłoki, które w cząstkach zawierają się w przypisanym wymiarze. Dopóki nie obudzi się, nie będzie zadawał pytań o egzystencję duchową, bo ta strona życia go nie interesuje. Zaspokaja się datkami na kościół danej religii, a kontakt z Bogiem przesuwa na kapłana. I problem z głowy. Ważne, aby dobrze wyglądać, pokazać swój status materialny, porobić zdjęcia na Bahama.I tyle.

Taki robocik nie panuje nad żadną ze swoich powłok, ani nad ciałem, ani umysłem, myślami, a tym bardziej nad emocjami. Umysł napędza myśli, myśli napędzają emocje, emocje uderzają w ciało fizyczne i zaczynają się kłopoty ze zdrowiem. A skoro nie potrafi zapanować nad sobą, to jak może panować nad drugim człowiekiem? Poprawiać go, zniewalać, ograniczać, pouczać i mówić co jest lepsze? Do władzy do jest wyrywny, ale potrzeby do panowania nad sobą nie odczuwa. A Bóg podarował mu ziemię, aby nad nią panował. Człowiek – Pan Świata. I jak on ma nad czymkolwiek panować skoro nie ma władzy nawet nad sobą? Jego władza dotychczas była mocno krwawa. Niszczenie matki ziemi, zatruwanie środowiska, modyfikowana genetycznie żywność, promieniowanie,  fale radiowe i wszystko inne co służy wprowadzaniu stałych zmian w organizmach żywych, plus zestaw wojen – oto dorobek ludzkości.

 Aby być człowiekiem potrzeba czegoś więcej: głębokiego poznania siebie, naprawienia usterek i odzyskania kontroli nad swoimi cząstkami. W jednej z moich podróży wewnętrznych usłyszałam takie słowa:

W odmętach życia wiecznego

Nie ujrzysz oblicza mego

Dopóki nie poznasz siebie samego

Niezła wskazówka. Przynajmniej wiadomo co robić. Poznanie w tym wypadku oznacza nie tylko naprawę siebie, ale nade wszystko odzyskanie mocy, siły i prawa do wnoszenia zmian. Człowiek obudzony to taki, który współpracuje z duszą. Pozwala jej doświadczać życia, podejmować decyzje i rozkoszować się obecnością tutaj. O takim człowieku mówimy, że dotknął wymiaru 5. Tu znajduje się psychika, pod którą podpięta jest dusza. Jednak cała zabawa zaczyna się od wymiaru 6, gdy świadomość energetyczna zawierająca cząstki Boga wspólnie doświadcza życia jako nasza składowa. To ona prowadzi, wskazuje i podpowiada. To się nazywa: „Niech się dzieje wola Twoja”, czyli w 100% akceptujemy tę obecność w sobie.

Czy ktokolwiek z nas wygląda na PANA ŚWIATA? Bóg musi patrzeć na nas z politowaniem… Jednak wiem, że cały czas liczy, że się podniesiemy, wyjdziemy poza system i dogmaty religijne, fałszywą moralność i etykę, bo żadnej z tych rzeczy On nie stworzył. Dał nam ziemię, rośliny, zwierzęta, wolność i prawo wyboru. Nie ocenia, nie karci  – żadna kara Boska nie istnieje. Skoro On tyle nam dał, dlaczego my nie potrafimy dawać innym dokładnie tego samego? Nawet sobie sami tego nie dajemy. Ciągle żyjemy w „muszę” i „nie wypada”. Nie wiemy już co to wolność. Zapomnieliśmy. Nie umiemy być szczęśliwi. Uzależniamy radość od bycia z kimś, posiadania domu, czy samochodu, odpowiedniej ilości pieniędzy na koncie. Gdzie podział się nasz pierwotny instynkt bycia dzieckiem Bożym? Ciągle brniemy we własną małość i bezsilność.

Czy kiedyś nastąpi nasze prawdziwe poznanie własnej wielkości?