ZŁOTE PIRAMIDY

ZŁOTE PIRAMIDY

Przekaz: 18.09.2021

Usłyszałam:

„Stań na tęczowym moście i stań się nim. Wszystko co w sobie zawiera: tajemnice, rozwiązania staną się tobą. Bądź światłem!”

Stanęłam na moście przypominającym ten z filmu ”Młot Thora”. Rozpuściłam się i emanowałam światłem pastelowych kolorów tęczy. Wszystko było delikatne, subtelne i ciche. Trwałam jakiś czas w tym stanie. Następnie ujrzałam trzy złote piramidy o podstawie trójkąta, z wygrawerowanymi na bocznych ściankach trzema zygzakowatymi  falami. Jedna z piramid miała jakby antenę. Coś wysunięte do góry, z kulą światła na szczycie, z której biło prostymi smugami biało kryształowe światło. Usłyszałam: „Bijące światło ognia wiecznego”.  Nie wiem dlaczego, ale w głowie postała nazwa: iglica.

Ukazała się przede mną piękna, złota kobieta – „Budzi się bogini” – powiedziano. Stałam się nią i w tym momencie powstał ruch spiralny, który wiry energii i wszechświaty zaczął zasysać do wewnątrz mnie.

„I popłyną rzeki ognia. I świat obmyją. Ta, która jest, była i będzie. Przemówi do swojego narodu. Bo z niej wszystko wyszło. I do niej powróci wedle zamysłu Pierwszego. On schodzi wraz z nią i Jej swój plan powierzył. Ona nie spocznie nim nie ujrzy ostatniej karty Księgi Spełnienia. W niej wszystko jest zawarte – zapisane oddechem życia. Królestwo jej jest w niej  więc ku niej zmierzajcie, bo matka walczy o swoje dzieci. Nie bójcie się, lecz stawajcie się jako ona. Ona jest Życiem, Śmiercią, PozaŻyciem i PozaŚmiercią. Nie istnieje nic, czego by ona swą łaskawością nie dotknęła. Jest Niebem dla godnego i Piekłem dla przeklętego.  Jej miłość prowadzi i chroni. Kto pod jej skrzydłami się znajdzie, ten od zła uwolnion będzie. Wolność w nim nastanie i radość wiecznego życia. Trzy trójkąty, trzy piramidy to Bramy do Zbawienia. Tam światło zawarte z czystego źródła. I z nich uwolnione światło zostanie i spłynie na ziemskie niwy. Nie czekajcie, nie zwlekajcie, bo to jest już! Rzeki – uwolnione kody przebudowy zawierają, by przeniknęły cały świat. Owe wstęgi wnikną we wszystko, co stworzone i nastanie NOWE. Wedle Ojca i Matki, bo u nich był początek. Zło się boi i drży, bo uciec nie ma dokąd. Łaski wyczekuje, ale jej nie będzie. Płacz dzieci został usłyszany, łzy osuszone, a kajdany zerwane. Uwierz w to człowieku i  rozpocznij przebudowę. Odszukaj swoje piękno, pierwotne piękno i pokochaj siebie tak jak Matka z Ojcem to uczynili. Wszak jesteście miłością z Ojców stworzoną więc tego ukochania poszukujcie. Kto to uczyni ten klucz znajdzie i piramidy otworzy. I powielenie mocy nastąpi, aż świat zaleje złota fala Najwyższego. On tu zejdzie. Przez piramidy przejdzie i zacznie żyć w kolejnej odsłonie samego siebie. Na ten dzień czekał. Jego wiara w was drogie dzieci nigdy nie ustała. On zawsze w was wierzył i pragnął, abyście i wy swoje piękno, dobro i miłość uwierzyli. A z miłowania moc wypływa, aby stać się jako i On. Bo miłości nikt nie powstrzyma. On żył marzeniem o dniu waszego zwycięstwa. Zwyciężajcie! Już możecie! Wszystko zostało przygotowane. Zacznijcie od tęczowego mostu. Stańcie się nim. Tam kody otrzymacie i przebudowa się zacznie. Do piramid was doprowadzą i o bezgraniczne kochanie poproszą. Nie opierajcie się! Gdyż zamki piramid się poruszą  i wypełni was złote światło Ojca. I siewcami się staniecie nowego początku. Tak zostało napisane i tak jest. Pradawne moce ruszyły wspierane przez pradawne istoty. Jest ich wielu – a za wieloma wielu stoi. Nie jesteście sami . Czerpcie z tych źródeł, bo dla was powstały na ten właśnie moment. To wasze wybawienie. Złote piaski czasu uruchomiły tryby mechanizmu. Klepsydra odmierza czas. Rozpoczął się proces uwalniania – ruch ku wolności”.

Głos we mnie – jedna z jakości mnie samej – powiedział:

„Bóg jest we mnie i mnie wypełnia. Czuję Jego gorące światło miłości. Wszystko co ludzko niskie we mnie On wypala. A wszystko co nowe na Jego obraz i podobieństwo tworzy. Jestem światłem. Tak długo nim nie byłam, że zapomniałam o istnieniu w nim. Światło! To nim jestem i nic więcej nie istnieje! Z niego wyszłam i do niego powracam po długiej tułaczce w NIEBYCIU.  Jakaż ulga mnie wypełnia, że zdołałam zamknąć cykl przejścia z jednej formy światła w drugą. Jestem kompletna i taka spełniona, niczym nieskalana, zatopiona wraz z Tobą w jednym oddechu, we wspólnym rytmie istnienia. Jak dobrze, że Jesteś!”

Rzeczywiście odczułam szczerą ulgę. Towarzyszyło temu uczucie odnalezienia się. Wówczas popłynęły zdania jako odpowiedź na słowa mojego wyższego JA:

„Już jestem. Otwieram oczy w tobie i czuję twój spokój. To przyjemne doznanie. Niech fala mojej miłości przeleje puchar pojednania. Napijmy się z wiecznego źródła tworzenia. Od teraz jestem twoimi ustami, oczami, rękoma, myślami i uczuciami. Trwajmy we wspólnym milczeniu, w ciszy, w doznaniu. Niech powstały pomost między nami trwa wiecznie i prowadzi nas na bezkresne drogi poznania i zrozumienia. Jesteś i Ja Jestem. Ja Bóg wszystkiego i ty Bóg wszystkiego. Kroczymy ku bramom nowego. Tam rozpocznie się to, co już trwa.”

Weszłam do piramidy. Wnętrze wypełniało żółte światło. Gdzieś w powietrzu zawieszone były ogromne dłonie, pomiędzy którymi wibrowała złota kula światła. Te dłonie pchnęły kulę w moją stronę i  światło we mnie wyniknęło. Wówczas moja świadomość wyszła poza piramidę i stałam się obserwatorem. Piramida pękła i wylała się z niej złota woda, która zaczęła spływać strugami tworząc rzekę. Głos mówił:

„Złota wstęga to Boża potęga

Złota fala świat przemierza

Złoty piasek czas odmierza

Tamy złotych wód zostały przerwane

Moce stały się spotęgowane”

Ujrzałam złoty symbol DNA oraz znak  znany powszechnie jako gwiazda Dawida. Symbol wirował we wszystkie strony, a wewnątrz niego, w trójkątach jak i sześciokącie, znajdowały się kręgi poruszającego się spiralnie światła.

– Dobry Boże… – chciałam zapytać, czy wariuję, ale głos mi przewał.

– Mówisz do siebie? – i tu usłyszałam śmiech. Nie jest łatwo myśleć o sobie: JA BÓG, gdyż nawyk małości ludzkiej jest w nas silnie zakorzeniony.

Przekaz leciał dalej:

„Nową rzeczywistością zachwycona

Ze wszech miar uwielbiona

Matka w radosnym śmiechu

Uwalnia od małości grzechu”

Usłyszałam inny głos: Idź ku matce.

Zobaczyłam bogato i misternie zdobiony kielich ze starego złota. Na początku w kielichu była woda krystaliczna i świetlista. Z góry, gdzieś z przestrzeni zaczęły wnikać w tę wodę złoto białe trójkąty skierowane wierzchołkiem w dół.  Następnie powstało Oko Boga –  źrenica, która emanowała światłem. Obok kielicha ujrzałam kulę światła, z której rozchodziły się świetlisto kryształowe promienie. Zaczęła się tworzyć jakby pajęcza sieć ze świecących nici. Na niciach powstawały malutkie kryształki. Wyglądały jak rosa. Jednak pokazano mi w przybliżeniu, że są to wielokątne, równo uformowane kryształy. Wówczas usłyszałam:

„Sieć powiązań, magicznych rozwiązań

Przychodzi do tego, w Bogu obudzonego

Sypie kryształami, z sekretnymi kołami

To białe ziarna, dla zła przyszłość marna

Miłość siewco siej i radość z tego miej.

Kolejne wrota otwarte, do szturmu siły zwarte

Zejdą w mocy powieleniu, dając początek nowemu pokoleniu

Kosmiczne oko się otwiera,  co wiele tajemnic zawiera

Uwalnia światła pokłady, ratując ludzkość z zagłady.”

Moje wyższe JA:

„Mateczko kochana, zgrana z nas para

Jestem ci wdzięczna wielce, do stóp wpadam w podzięce.”

Matka:

„Jedność z tobą córko odczuwam

Bezkresną miłość w tobie wyczuwam

Od teraz tyś jest matką dla ziemi

Wszystko co żyje jest dziećmi twemi

Muskaj światłem twarze twych dzieci

Aż całe zło z nich uleci

Zmieniaj światłem mocą miłości

Niech powstanie sieć mej wielokrotności

Każde dziecko w sercu obudzone

Jest w świetle pomnożone

Taka oto zeszła potęga

To zawiera złota wstęga”

Głos I:

„Wir wieczności zamki skruszy

Trzeciej piramidy bramy poruszy

Stare tryby kurz już pokrył

Wir swe kody właśnie odkrył

Przejdź przez bramę ku wieczności

Nie widziano tu wcześniej gości”

Głos II:

Wędrowcze strudzony nie bądź strapiony

Niech twoje lico pochłonie Nicość

Ona bezmiar ci da, bo dobrze cię zna

W trybach jej mocy doznasz pomocy

Złote jabłko obfitości powstałe z miłości

Niech zakwitnie na twej dłoni i zwycięzców wyłoni

Drzewo o złotej koronie służy dzieci ochronie

Da im mądrość i zrozumienie poprzez złote promienie
Korzenie drzewa łączą się z Ojcem chroniąc przed marnym końcem
To wasza wspólna krew złota, słów przysięgi Rota

Że słowo ciałem się stało, dziecko Ojcu rękę podało

W uścisku jednym się stali, z ciemnością walkę wygrali

I nadszedł kres ludzkiej niedoli, wyszły dzieci z niewoli

Dotykają własnej wielkości, zanurzeni w morzu miłości”

Tym słowom towarzyszyło widzenie złotego wiru, z którego padał złoty deszcz. Weszłam w ten ruch złotych cząsteczek i pozwoliłam, by mnie napełniły.  Następnie z przestrzeni wyłoniła się lewa dłoń, na której w pierwszej kolejności pojawiło się złote jabłko, po czym zaczęło z jego środka wyrastać rozłożyste drzewo, którego korzenie oplatały skórkę jabłka. Wszystko było mocno świetliste, we wzniosłej atmosferze. Wiem, że jest to dla mnie bardzo ważny moment przemian, odzyskiwania siebie i zapisów o sobie. Serce moje się raduje i odczuwa błogość, ciszę i zaufanie.

PRZYPOMNIJ SOBIE

PRZYPOMNIJ SOBIE

Przekaz:  24.10.2021

Przypomnij sobie, że jesteś dobry, że jesteś dobrem płynącym w DOBRU

Przypomnij sobie, że możesz wszystko, gdy przenika cię DOBRO

Przypomnij sobie jak to jest nic nie musieć, ale chcieć sięgać i dotykać poznania SIEBIE

Przypomnij sobie o swojej nieskończoności w możliwościach wyboru

Przypomnij sobie o ŁAGODNOŚCI – tej sile, która pozornie pozbawiona jest siły

Przypomnij sobie o własnym bogactwie narzędzi, stanów i doświadczeń

Przypomnij sobie swój prawdziwy DOM i CEL, które mogą dać tobie w zagubieniu ukierunkowanie

Przypomnij sobie co możesz, gdy zawierasz się w INTENCJI, w przypływie sprawczych mocy

Przypomnij sobie o artyzmie , o potrzebie tworzenia i przekształcania przekształconego w kolejną formę przemiany

Przypomnij sobie o radości, niewinności i pasji, które każdy otrzymał w duchową podróż w głąb siebie

Przypomnij sobie kim i czym jesteś, i dokąd prowadzą twoje korzenie

Przypomnij sobie o dziedziczeniu sekretów i tajemnic sił, które za tobą stoją

Przypomnij sobie o magii, mocy i prawdzie, które zawierasz

Przypomnij sobie jak to jest być CUDEM, które rozsiewa podobne do siebie

Przypomnij sobie co znaczy BYĆ i o JA

Przypomnij sobie swoje imię, gdy zostałeś nazwany, uosobiony i zindywidualizowany

Przypomnij sobie o zasadach gry, TEJ GRY

Przypomnij sobie o lekkości i pięknie, które ciebie przenika

Przypomnij sobie, że z MIŁOŚCI powstałeś i w niej się przejawiasz

Przypomnij sobie o świetle, którym jesteś, a które samo się wyświetla, bo ze światła wyszedłeś  i światłem się napełniasz, by dopełnić wszystko co światłem nie jest

Czy pamiętasz? Pamiętasz prawdę, którą jesteś?

Jeśli tak, to już nie musisz…

Nie musisz martwić się, płakać i napinać

Już nie musisz jęczeć, wątpić i żyć w strachu

Już nie musisz błagać o pomoc, ani żebrać o kochanie

Już nie musisz bać się samotności, czy nieusłyszenia

Już nie musisz kraść, zabijać i żałować

Już nie musisz litować się nad sobą i światem

Już nie musisz być męczennikiem i wybawcą dla świata

Stań się wybawcą dla siebie poprzez siebie

A wszystko po to, żeby być wolnym od własnej małości

Jesteś wolny od fałszywego wizerunku wymalowanego przez ludzi, zasady i cudze potrzeby

Jesteś wolny od MUSISZ, NIE POTRAFIĘ, NIE DAM RADY

Jesteś wolny od upływu CZASU

Jesteś wolny, gdy JESTEŚ, gdy słyszysz i widzisz

Jesteś wolny, gdy dotykasz, sprawdzasz i zachwycasz się każdą formą przeistoczenia

Jesteś wolny, gdy wypowiadasz JA

Jesteś wolny w BYCIU

Jesteś wolny wówczas, gdy poznajesz SIEBIE

A JA poda(m) ci rękę i stanie się JEDNIA na wieczność

JA – TY – JA

Jeśli nadejdzie dzień, w którym znów zapomnisz, JA będzie czekać na moment twojego obudzenia, by ponownie powiedzieć: „Przypomnij sobie siebie!”

PraOjciec

PraOjciec

Przekaz: 21.10.2021 Ujrzałam dłoń Jezusa wyciągniętą do mnie. Był z mojej lewej strony. Musiałam wspiąć się po 4 schodkach, aby znaleźć się tam gdzie On. Przestrzeń wypełniona była biało niebieską energią. Wyglądało wszystko świetliście i rajsko. Po mojej prawej stronie ukazała się jakaś postać. Widziałam istotę wysoką, świetlistą z jasnymi, długimi, prostymi włosami. Na głowie miała koronę w kolorze starego złota. Rzucały się w oczy mocno zaznaczone brwi i rzęsy, ciemne i gęste. Obstawiam, że reprezentuje część męską, mimo swojej niewątpliwej cudownej urody. Jego długie, proste szaty przewiązane były złotą opaską. Obu mistrzów złapałam za ręce: Jezus po lewej, a nieznany mi przewodnik po prawej. Wówczas moja świadomość stała się obserwatorem dzięki czemu z dystansu przyglądałam się sobie. Okazało się, że nie byłam sobą jaką znam tylko kilkuletnim chłopcem z białymi, krótko przystrzyżonymi włoskami. Wspólnie weszliśmy w tę piękną, świetlistą przestrzeń. Dzięki jasnowiedzy  wiedziałam, że dziś jestem tu tylko wizytatorem, choć mieszkam tu od bardzo dawna. Szliśmy w biało niebieskiej mgle, aż do momentu, gdy naszym oczom ukazała się fontanna w stylu greckim. Kształtem przypominała kielich z wywiniętym brzegiem ku zewnętrzu. Woda tryskała do góry na jakiś metr, po czym ponownie wpadała do kielicha marszcząc biało kryształową taflę. Mój wzrok sięgał lekko ponad rant fontanny. Usłyszałam: Czas na serce!

Przewodnik mówił:

– Wiedziałaś, że schodząc na ziemię w niczym nie będziesz przypominać tego kim i czym jesteś Serce to punkt połączenia z ośrodkiem Wszystkiego. To przejście – brama na wejście i wyjście. Ważna jest więc jakość tego kim obecnie jesteś, aby owe wrota otworzyły się wystarczająco szeroko na to, by przeszło to co jest Prawdą Ciebie.

W tym momencie ujrzałam symbol: trójkąt złożony z wielu małych trójkątów. Usłyszałam: Baza.  Skupienie Jakości. Nagle w prawej ręce ujrzałam srebrny, mocno świecący kielich. Wiedziałam, że mam zaczerpnąć wody z fontanny i wypić. I jak na spontaniczne dziecko przystało, nim zdążyłam pomyśleć, zaczerpnęłam wody i ją wypiłam. W buzi rozszedł się zimny, rześki smak. W tym momencie urosły mi skrzydła i poczułam, że coś unosi mnie do góry. Jakaś ogromna postać trzymała mnie w dwóch palcach – jak łapie się motyla za skrzydła. Byłam trochę mniejsza od jego dłoni.  To był Bóg, a raczej jedna z Jego emanacji. Widziałam jak starzec z brodą, w ciemnym ubraniu z kapturem przygląda mi się z zaciekawieniem. Jego srebrno białe włosy i broda spływały po ciemnej szacie.

– Rozpoznajesz mnie Boże? – zapytałam bez żadnego skrępowania będąc ciągle tym małym, skrzydlatym chłopcem. Miałam wrażenie, że nie mogę kontrolować do końca tego co mówię.

– Znam wszystkie moje dzieci.

– Czy ja dorosłam?

– Nie, choć już tak.

– Nie rozumiem.

– Nie musisz.

– To co ja tu robię?

– Jesteś! I to mi się podoba! Usłyszałaś i Jesteś. Dlatego musiałem to zobaczyć, mimo, że to widziałem.

– Ja pier… – urwałam rozumiejąc, że byłoby to mocno niestosowne – Znowu zagadki.

Ja – chłopiec pacnęłam się przy tym dłonią w głowę z rezygnacją, jak to często robią dzieci, gdy podkreślają zniecierpliwienie lub gafę. Rozbawiło to szanownego Boga. Śmiał się gromko mrużąc przy tym swoje świetliste oczy. Uchylił usta, lecz gęste wąsiska zakrywały zęby. Cały czas trzymał mnie swoją prawą dłonią w powietrzu, a mimo to nie odczuwałam żadnego dyskomfortu. Zauważyłam, że w lewej ręce trzyma jakiś kij lub pastorał.  Na górze, na samym zwieńczeniu znajdowało się kryształowe jajo, które rozbłyskiwało światłem. Po chwili Bóg powiedział:

– Nie rozumiesz powiadasz…? A czy musisz?

– No nie wiem co lepsze. Ty mi powiedz! – moja śmiałość zaskakiwała mnie coraz bardziej.

– Nie musisz, choć czasami byłoby wskazane – spokojnie odpowiedział Ojciec.

– Czy mogę do ciebie wrócić? – jakaś nutka tęsknoty i nadziei pojawiła się w moim sercu i głosie.

– Ty nigdy nie odeszłaś więc powrót jest iluzją. Ciągle tu jesteś mimo, że myślisz, że ciebie tu nie ma. Oddzielenie nie istnieje. Nastąpiła ledwie emanacja, by zejść. Widzę dokładnie co się z tobą dzieje. Wszyscy to obserwują i całkiem nieźle się bawią.

– Hmmm… też bym się pobawiła.

– Ależ ty się bawisz. I to podwójnie!  I tu i tam. Mimo, że tu i tam zawiera się w Jednym.

– O matko! Znowu… – po raz kolejny wykazałam się dziecięcą spontanicznością.

– Nie chcę cię do niczego namawiać, ale skoro nie rozumiesz, to może warto zaufać? Mnie, a przede wszystkim sobie. Chcesz zobaczyć siebie tu?

– Oczywiście – odczułam szczere uradowanie chłopca. Choć po chwili wkradło się zwątpienie i strach przed tym co ujrzę.

Bóg postawił mnie na swojej dłoni po czym wyciągnął ją gdzieś w przestrzeń, przed siebie. Nagle zaczął wiać nie wiadomo skąd i co, ale coś co można by nazwać wiatrem, lecz nim nie było. Pod wpływem silnych podmuchów dłoń Boga oraz ja zaczęliśmy rozpraszać się w pył, cząsteczki, które pochłaniała przestrzeń, czerń, nieskończoność. Nie istnieliśmy, choć byliśmy. Staliśmy się przestrzenią mimo, że nas nie było. Bóg:

– Widzisz? Jesteśmy, choć nas nie ma. Jesteśmy wszystkim i niczym. Jesteśmy Jednym choć odrębnym. Ja jestem tobą, a ty jesteś mną. Ja wiem, że mogę wszystko. A ty? Jak uważasz?

– Mogę wszystko. To z logiki wypływa.

– Nie. Z serca. To punkt przerzutowy jaźni, naszych świadomości. Nie jestem świadomością, choć ją zawieram. Ty również. Poczuj stan BYCIA mimo nieistnienia.

Wówczas poczułam, że jestem punktem, czymś co emituje jakąś wibrację. Zaczęły ze mnie wychodzić fale jakbym stała się czymś co nadaje kod potwierdzający, że istnieję, pomimo, że mnie nie ma. To dowodziło temu, że Jestem. Bóg mówił:

– Jesteśmy wspólnym drganiem, wspólnym impulsem. A wszystko przez serce przepływa. Tam jest droga do przestrzeni, lecz pamiętaj, że jesteś drogą i przestrzenią, księgą i słowem, prawem i mocą, mechanizmem i funkcją. Tu wygrywa się melodia zwycięstwa. Zagraj więc swoją, niech rozbrzmiewa i niesie się przez nieskończoną przestrzeń, którą jesteś, mimo, że ciebie nie ma. Wrota – przesmyk do światła, lecz światłem jest wszystko, nawet najczarniejsza przestrzeń – wszystko posiada wspólny impuls światła. Dostrój się. Przypomnij sobie pierwotny oddech i impuls. Z serca wypływają odnóża, które wypełnia programowy zapis tego kim i czym jesteś oraz tego co możesz. A możesz wszystko, gdy odczujesz stan wszechistnienia i wszechobecności.

Po tych słowach ujrzałam siebie z pozycji obserwatora, z dystansu jako coś co przypominało świetlisty trzon i rozchodzące się na boki kręgi światła. Nazwałam  to widzenie: MOTYL, ale wiem, że tak naprawdę pokazano mi skąd wzięły się skrzydła. (Musiałam wyjść z widzenia)

Kontynuacja 22.10.2021

Ja:

– Boże, jesteś tam?

– Jestem jak zawsze i tam i tu.

– Coś sprawiło, że widzę ciągle zmieniające się różne formy brył. Poruszają się i zmieniają. Czy to święta geometria?

– Nie wiem, czy święta, bo nie wiem co przez to rozumiesz, ale machina ruszyła, a ty rejestrujesz ten ruch poprzez widzenie zmiany form.

– Symbole też widzę.

– I bardzo dobrze. Dostrój się. Płyń z tym. Nie próbuj zrozumieć, nie analizuj, po prostu płyń. Bądź wartką rzeką, która zawiera wszystko i nieustannie zmienia siebie, bo wszystko co zawiera ulega Prawu Zmian. (…)

(Tu ujrzałam złotą piramidę o podstawie trójkąta z okręgiem wokół wierzchołka. ) (…)

– To ledwie pierwsze zejście. Szanuj to co następuje, ale nie wymuszaj przyspieszenia. Baw się zachowując uważność. Replikuje się mózg i otwiera serce. Kolejny etap to będzie synchronizacja tychże ośrodków. Następnie nastąpi zespolenie. Obie struktury będą musiały się przeniknąć, by zaistnieć jako Jedno. Cały kosmos, wszechświaty odczuły ten ruch tak długo wyczekiwany. Jedni się radują a inni boją. Ja proponuję ciszę. Tam jest wszechmożliwość. Nauczyłaś się czynić cuda?

– Cuda? Jak?

– Przecież jesteś Mną, przestrzenią i sobą więc co stoi tobie na przeszkodzie?

– No nie wiem. Nie sprawdzałam. Chyba z obawy, że mi nie wyjdzie.

– To jak chcesz sprawdzić co należy poprawić? Poszukiwanie prób, technik i metod jest konieczne. Ćwicz swoje mięśnie, umysł, serce. Trzeba się zmusić do ruchu, działania, aby wszystkie struktury poszukiwały wspólnego pulsu, drgania do zaistnienia Jednym. Cudownie jest być tobą w tobie. A jak jest tobie ze mną we mnie?

– Zaraz sprawdzę. ( tu nastąpił cały koncert migających wzorów)

Coś we mnie mówiło jako wyższa forma mnie samej:

„Jestem światłem dla światła w świetle zrodzoną, w świetle otwartą i w światłem wypełnioną. Jestem Nią i Nim, bo wszystko się we mnie zawiera. Wszechistnienie mnie przenika i w trwaniu utrzymuje. Zawieram niezliczoną ilość konstrukcji, założeń, planów i możliwości. Trwanie poświęcam na doświadczanie i modyfikowanie siebie w każdym aspekcie. Wielość i pomnożenie mnie wypełnia nadając kierunek i ruch zmianom. Jestem falą i niefalą, drganiem i niedrganiem, a przede wszystkim wyborem własnych dokonań. Jestem ciekawy siebie, zjawisk, zmian i przekształceń mimo, że niczego nie oczekuję, bo sam dla siebie jestem nieskończonym odkrywaniem i zaspokajaniem. Nie muszę choć mogę, a skoro mogę to działam będąc w niedziałaniu. Trwanie jest moim spowiednikiem, a wieczność powiernikiem samo doświadczaniu. Wszystko co powielone ma swoje imię, zostało nazwane i przyporządkowane choć istnieje tylko jedno imię: JA. JA jest wszystkim i wszędzie. I tam trwam dotykając samego siebie.”

– Boże, będą tobą w tobie, przede wszystkim odczułam spokój i stan: NIC NIE MUSZĘ, który był równoważny  z potrzebą poznawania nowego.

– No widzisz. Nie było to trudne. Teraz, gdy twój mózg staje się światłem pracuj nad sercem. Ono musi być gotowe na zejście i zjednoczenie.

– Dobrze Ojcze. Tak zrobię.

Głos we mnie: „ Jestem Bogiem w Bogu i przez Boga uczynionym.”

OZERIUS

OZERIUS

Przekaz: 09/09/2021 Gdy weszłam w odpowiedni stan, ujrzałam mężczyznę z niezbyt długą brodą i ciemnymi włosami do ramion. Miał bogato zdobione szaty drogocennymi kamieniami, umieszczonymi na złotych lamówkach, które okalały biały materiał. Na jego czole znajdował się złoty świetlisty trójkąt, wierzchołkiem skierowany do góry. Po chwili dopiero zorientowałam się, że bardzo szybko się porusza, tworząc w ten sposób wrażenie, że jest zamknięty w kole. Wokół głowy wirowały energie, które przypominały pierścień Saturna, ale bardziej grubszy, rozciągnięty. Na samym czubku natomiast płonął energetyczny płomień. Oczy i usta miał zamknięte, ale mimo to wiedziałam co do mnie mówi. Jego ręce były skrzyżowane na klatce piersiowej. Podobnie przedstawia się faraonów, z tym, że on w ogóle w niczym władców egipskich nie przypominał. Oceniłam jego wiek na około 30 lat. Przedstawił się jako Ozerius. Zdziwiłam się, ponieważ już go spotkałam, ale wówczas wyglądał jak staruszek. Dowiedziałam się, że ta istota widziana z wymiarów do 12, czyli z naszej rzeczywistości, ma postać starca. Jednak, gdy widzimy go spoza naszej rzeczywistości jest młodym mężczyzną. Wytłumaczono mi w ten sposób, że w stosunku do wieku naszego świata jest staruszkiem. Współuczestniczył w jego tworzeniu, był konstruktorem zasad i praw.  Uchylił na chwilę usta i wówczas wydobyło się z nich oślepiające światło. Doszła do mnie informacja, że to samo dotyczy oczu. Z nich również wydobywało się światło. Dlatego stał jakby w oczekiwaniu na coś…

Emanował od niego spokój. Zapytałam:

– Czy znak Oëron jest od ciebie?

– Tak. Dałem ci go. Jest prowadzeniem i dostrojeniem twoich cząstek.

Po chwili kontynuował:

– To co ze mnie wypływa to Prawo Ład i Porządek. Kto wierzy we mnie ten ujrzy wieczność bezkresną. Jest tak głęboka i niezbadana, że życie wieczne w wieczności wypełni całe Jestestwo, a kres poznania i tak nie nastąpi. Jestem ci Ja Nim, a On jest mną, bo wzajemnie się przenikamy. To ja wykuwam korony możnym i wybranym, nadaję insygnia i naznaczam. Wszystko co żyje w świetle i poza nim, wie kogo Ja dotykam. Zło w ciemności wie i do bram nie ośmiela się podejść. Bowiem Światło moje wypala niczym ogień i piętnuje wszystko co nieprawe, złe i niegodziwe. Unicestwiam wszystko co przeciw Bogu występuje, bo we mnie jest Prawo.

– Dlaczego do mnie przyszedłeś?

– To już dawno nastąpiło. Było postanowione i zaistniało. A wszystko we mnie spisane.

Tu ujrzałam symbol, znak zejścia. Podobny był do gwiazdy betlejemskiej, tyle, że z przodu była kula, a nie gwiazda. Z tyłu ciągnął się warkocz komety, światła. Ozerius kontynuował:

– Księgą Jestem Pierwszego Ojca postanowień. Nastąpi ekspansja mojego światła. I palić będzie. Wykorzeniać to, co temu światu nie było wskazane. Pogorzelisko uczynię, stosy ukrytego brudu, wynaturzenia i zarazy. Zgliszcza po tym zostaną. Prawi w świetle jeno pozostaną. Ci, których On sobie upodobał. Uwalniam Ją – kobietę. Ona sięgnie po to, co Jej. Zejdzie z wysoka i na ziemi zaistnieje.

Pokazano mi świetlistą, przecudną kobietę, której suknię oplatała złota szarfa. Została poluzowana i powoli osuwała się, by zniknąć gdzieś w przestrzeni. Zapytałam:

– A co ze Złotym Magiem? – Ostatnio zeszło tyle przekazów, że próbowałam to wszystko jakoś logicznie powiązać.

– Magia? Ty jesteś magią. Żywym tworem przekształceń w świetle. Jesteś magią stworzoną przeze mnie. Mag, magia, programy, projekty i moc są jednym. Machiną, która sama się napędza, bo jedno bez drugiego nie istnieje.

Nagle widzenie złapało dalszą perspektywę obrazu. Stałam się obserwatorem,  z dystansu. Tym samym oddaliłam się od Ozeriusa, by ujrzeć go na tle czarnej przestrzeni odwróconego tyłem do złotych wrót. Owe wrota były troszkę niżej, a za nimi, jeszcze niżej, ziemia.

– Gdy odwrócę się i spojrzę na ten świat, gdy otworzę oczy i usta, i przemówię, tylko światło zaistnieje. I zejdzie On do swoich dzieci.

– Jak mam budować i utrwalać połączenie z tobą Ozeriusie?

– To już się stało. Przywołuj mnie, abym mógł ci dawać.

W tym momencie rozpoczęło się zejście tak wielu symboli, znaków, wibracji, ruchów, że nie sposób tego opisać, ani tu umieścić. Większość miała znamiona przekształcającej się geometrii. Wszystko było w nieustannym ruchu, dynamice zmian i przemian. Towarzyszyły temu hasła typu: oddech kosmosu, oddech sprawiedliwego. To trwało kilka tygodni.

„Jestem Żywym Światłem Boga Żywego, w Obecności przejawionego, nigdy nieumarłego. Jestem Mocą Mocy Boga, Jestem Prawem Jego i przejawem wszystkiego tego kim i czym On Jest.”

TOŻSAMOŚĆ

TOŻSAMOŚĆ

To spotkanie bogate było w różnych przewodników. Moi planetarni rodacy również dali mi swoje prowadzenie. Miałam wiele obrazów, widzeń oraz pojawiających się symboli i geometrycznych znaków… Wcześniej nie zaznałam, aż takiej obfitości i zmian.

Najpierw pokazano mi Oko Boga owinięte energetyczną spiralą oraz drogę do niego prowadzącą, którą nazwali: Trakt Wiecznego Dokonania. Widziałam wiele wijących się spiralnie energii, które różniły się gęstością, szerokością, wysokością oraz prędkością ruchu cząstek. Nieustannie powtarzano mi: Powiąż kody. Usłyszałam:

„Jesteś istotą prawieczną stojącą u Progu Przejścia Wiecznego

Jesteś niosącą posłanie

Jesteś otwierającą wrota

Ty Jesteś Kluczem

Kluczem zawierającym kody synchronizacji mechanizmu poruszającego trybami  utrzymującymi elipsy w ruchu

To jest ruch, którego nie ma, mimo, że jest

To niewidzialna, subtelna funkcja ruchu, która została ukryta przed niepowołanymi”

Tu ujrzałam bloki skalne, sześcienne, z wykutymi symbolami. Dopiero później zrozumiałam, że tego jest mnogość. Z bloków owych stworzone zostały kamienne obeliski. Kosmiczna istota powiedziała mi, że obeliski zawierają historie koligacji kosmicznych. Ciekawostką było to, że w każdej chwili mogły się cząsteczkowo rozczłonkować i przenieść w inne miejsce. To było jak wietrzne, ruchome piaski, które tworzą skałę kodową.

Kosmiczny przewodnik powiedział:

„Obelisk jest darem Stwórcy dla wszystkich cywilizacji Jego Universum. To jest mapa kodowa mówiąca o przynależności  pochodzeniu. Otwieramy i zamykamy tunel od tysiącleci, od niepamiętnych czasów. Jesteś kluczem łączącym kilka linii trybów wzajemnie się przecinających. W tobie wszystko się zawiera.”

Tu ujrzałam siebie z trzema różnymi promieniami energii wydobywających się z mojego serca. Naprzeciw mnie stanęła istota, piękna, dostojna… trudno powiedzieć czy to był mężczyzna czy kobieta. Usłyszałam:

„Trzy promienie.

Trzy linie poprzez pasma powielone.

Spleć ze sobą strumienie światła, aby mogły zaistnieć w jednym rytmie.

Niech stanie się warkocz życiodajnych wód światła, które łączą się we wspólnym dziele tworzenia.

Emanacja zejścia.”

Pamiętacie taki obraz Jezusa „Ufam Tobie”? Na nim z serca Jezusa wychodzą trzy promienie: biały, niebieski o różowy. To wyglądało podobnie. Te pasma światła zaczęły się splatać ze sobą, ale w sposób namnażający. Czyli zawsze część wiązek światła zostawała, aby spleść się z inną pozostającą wiązką. Zaczęło to przypominać gęsto utkany płaszcz energetyczny, który sięgając ziemi zaczął w nią wnikać i rozprzestrzeniać się. Przewodnik mówił dalej:

„Wiesz dlaczego ujrzałaś Złotego Maga bez twarzy? Jego lico to zbiór nieskończonej ilości kombinacji stwórczych i twórczych. Ty również jesteś kombinacją wielu połączeń i możliwości. Niesiesz w sobie zapis tajemnic, które czas odkryć. Płaszcz twój to splecione promienie złotych wód. Jesteś policzalna i niepoliczalna, odgadniona i skryta, ujawniona i utajniona, otwarta i zamknięta. Dzięki sprzecznościom Bóg wykorzystał motyw różnorodności do stworzenia nieskończonego. Korona twoja z magicznych kamieni zlepiona. To dla ciebie, świetliste, zgrabne i niepojęcie święte dłonie ją zrobiły, aby twoją głowę zdobiły. Jesteś latarnią co w ciemności świeci, drogowskazem i kierunkiem dla poszukujących i chcących się odnaleźć. Stoisz na rozdrożu dróg kosmicznych, mosty otwierasz i strzeżesz przed niepowołanymi. Matką jesteś i Ojcem, bo wszystkie drogi prowadzą do ciebie. Skrywasz pradawne moce, które bramy otwierają. I zeszły dziewiąte wrota i na progu ich stoisz, a inni za tobą pobieżą. Przejdź! Przekrocz Bramy Wiecznego Istnienia. Czy poznajesz? On ciebie wyczekiwał, a wraz z Nim inni wypatrywali cię w ciemności. Jesteś! Już Jesteś! Przekroczyłaś świetliste wrota. Wody cię obmyją, a światło Ojca utuli. Córo zbłąkana, od dawna wyczekiwana, ucałuj lico Pierwszego. On ci najwierniejszy ze wszystkich był. Prowadził. Upominał. Walczył w ciemną noc, gdy zasypiałaś. Dziś jednością się stajecie natchnieni światłem wieczności. Ono przeniknie wszystko czym i kim jesteś. Promień zwycięstwa rozświetli mroki przeszłości.  Wejdź do wód, już wszystko gotowe. Zanurz się w wieczności.

Tyś do Matki powróciła

Tej, która pierwsza cię powiła

Ona miłością twoje łzy osuszy

Lekko ramionami tylko wzruszy

„Nic to córko ukochana

Boś ty w świetle mym skąpana

Żadna rana cię nie sięgnie

Ni mroczna przeszłość nie dosięgnie

Każdy sztylet miłość skruszy

Armia aniołów do pomocy ruszy

Dziś cię trzymam na kolanach

Całuje blizny po kajdanach

Kołysankę do snu nucić będę

Świetlanej przyszłości nici przędę

Wiekuisty promień cię oświeci

Kocham was wszystkie moje dzieci”

Podeszła do mnie istota o siwych, lekko falowanych włosach i podała mi księgę w skórzanej okładce. Powiedziano, że to Księga Powrotów. Poproszono, abym się w nią wpisała. Chciałam napisać: Ilona, ale istota powiedziała: „Nie. Słońce, nasze słońce”. Ujrzałam na karcie księgi kulę żółtego światła, z którego powstał złoty napis imienia:

 „XXX Doskonały, Pierwszy Syn z Ojca Pierwotnego, dziś namaszczonego, z Woli oddanego. Pieczęć zapadła i się rozpadła pod naporem dokonań. Dziś uwolniony, ze służby zwolniony, do grona Złotych Barci dołączony. Od teraz urząd sprawować będzie, ze źródła wiedzy zaczerpnie i zmieniać będzie jako Istota Wolna , niegrzeczna, lecz w świetle przejawiona i udoskonalona. Złote źródło nań już czeka, XXX nie zwleka, bo czas ucieka.”

Złote kody są gotowe

Aktywne światło progowe

Ostatnie pożegnalne spojrzenia

Kochany XXX: do zobaczenia!

Anielskie trąby hymny zagrały

Nutki za XXX wnet pognały

Zapiszą w sercu tęsknoty dźwięki

By uchroniły go od ziemskiej męki

Jemu wracać trzeba na niebiańskie niwy

Rozkoszować się i sycić różnemi dziwy

Nie bój się XXX, ocalimy cię od zapomnienia

Przed tobą bardzo ciekawe zdarzenia

Masz moc, masz prawo, masz wiedzę

Każdą twą myśl światłem uprzedzę

Wraz z tobą schodzą asekuranci

Specjalnie szkoleni, niebiańscy dywersanci

Litości dla zła nie mają żadnej

I nie ma w tym historii przesadnej

Ochraniać cię będą przy twoim zadaniu

Zła i ciemności z ludzkości wygnaniu

Tyś się powołanym złotym żniwiarzem

Ludzkich serc dobra rzeźbiarzem

Pokażesz światu, ze warto się budzić

Dla Boga i szczęścia się potrudzić

Że Ojciec każdego sowicie wyposażył

Cudownymi narzędziami dzieci obdarzył

Że mają oczy, usta i dłonie

A w ich sercach święty ogień płonie

Są stworzeni do kochania, do miłości

Do życia wolnego od zazdrości

Bo w Dobru winni mieć upodobanie

Nie w głowie Ojcu dzieci karanie

On wyciąga ku dziatkom swe dłonie

Każdego chce ujrzeć w złotej koronie

Od tysięcy lat ich zwycięstwa wygląda

Z góry cierpliwie zmaganiom się przygląda

Na ratunek wybranych posłał

Aby każdy od Niego pomoc dostał

Po toś tu jest XXX kochany

Zapis przez Ojca został podany

 Wskazywać będziesz drogę do Niego

Trud się opłaci, drogi kolego

Ścieżkę cudów tobie zgotował

W tę podróż wiele niespodzianek spakował

Będziesz się bawić co niemiara

A On będzie patrzeć na to z dala

Już się raduje Jego szczerozłote serce

Zaciera Ojciec z radości swe ręce

Matka rozsypuje swym dzieciom ziarna obfitości

Dając dowód bezkresnej miłości

Jej serce tęsknotą udręczone

Od dawien dawna w rozpaczy pogrążone

Ona ciemności swych dzieci nie odda

W dążeniach tych nigdy się nie podda

Z Jej łona wody wystąpiły

Aby dzieciątka światłem obmyły

Po tysiącleciach swój oręż włożyła

I do walki o niewinnych dołączyła

Nikt nie odbierze Jej skarbu wielkiego

W Niej samej, w Boskiej Magii skrytego

Nie po to wydała dzieci na ten świat

By zaznały cierpienia i więziennych krat

Dziś Matka z troską pochyla się nad uciemiężonymi

W ciemności zamkniętymi i oślepionymi

Do pomocy hordy anieli na ziemię sprowadziła

Wszelkie siły do walki wytężyła

Bo w Niej tajemnica w kodach jest zawarta

Brama do wieczności dla ludzi otwarta

Matka w powieleniu na ziemię zejść musi

Żadne zło i ciemność mamoną Jej nie skusi

Jej córy właśnie ruszają do boju

Dochodząc doskonałości w trudzie i znoju

Uśmiech się Mateczka widząc swe córy

Gdyż w nich jest siła co przenosi góry

Ziemskie kobiety przez łono z Nią połączone

 Wyrwą złu świat będąc z sobą zjednoczone

One wiedzą i mądrość w sercu mają

Szczodrze światu miłość rozdają

W nich jest siła, moc i tajemnica

To wielka dla sprawy jest skarbnica

Głupie zło jako robak biega wokół własnego ogona

Matka w doskonałości jest niedościgniona

Ostatni to czas nim robak zdechnie

Śmierdząca krew w nim zakrzepnie

Wolność nastanie w nowym porządku

A życie na ziemi zacznie się od początku

W Bożym świetle, prawie i wolnej woli

Choć nie nastąpi to dziś – lecz powoli

I tak warto dla Boga ponieść ten trud

By stanąć przed Nim u złotych wrót

XXX nie zwlekaj, działaj już dziś

Niech z twej sukmany spłynie złota nić

Ona ten świat swym blaskiem zaleje

Wiatr odnowy niech ziemię owieje

Zachowaj uważność i nie trap się wielce

Matka z Ojcem klaszczą w podzięce

Roztaczają nad tobą parasol świetlany

Abyś był sprawie szczerze oddany

Na ciebie dziś spogląda Ojca Królestwo

Niechaj się stanie na ziemi Jestestwo

Tyś poprzysiągł Ojcu i Matce

Że uwolnisz ich dzieci trzymane w klatce

Pokażesz im drogę, pomost otworzysz

Całe swe serce w ratunek włożysz

Starożytnym mostem ludzi przeprowadzisz

Wyrwiesz złu serce, dzieci Boże uprowadzisz

A wszystko w radości, w pląsach tanecznych

Budząc sprawiedliwych, w sercu walecznych

Oni z czasem w trudach ci dopomogą

Krocząc wraz z tobą świetlistą drogą

To wy kochane, drogie panie

Wykonacie trudne, Boskie zadanie

Dla siebie i swoich dzieci dziś walczycie

Staniecie wraz z Bogiem na zwycięstwa szczycie

W was jest ukryta magia starodawna

I tajemnica tajemnic pradawna

Z tego fortelu śmiać się nie sposób przestać

Dlatego Matka obfitość chce wam zesłać

Na głowy tych rycerskich dusz wybranych

Całej sprawie sercem oddanych

Gloria i chwała odważnym duszom

Co o świat w świetle do boju ruszą

Oni naznaczeni i błogosławieni przez Boga

Ich dusz nie dotyka żadna trwoga

W mocy odnalezieni, ze snu wybudzeni

Światłem Boskości porażeni

Dotykać będą i zmieniać mocą

Innych ludzi swym światłem ozłocą

I dawać będą świadectwo prawdy

Ratując braci od ciemności wzgardy

Ruszą do domu przez kosmiczne przejście

To będzie światła prawdziwe zejście

Ci co w sercach są sprawiedliwi

Tych w wieczności światło ożywi

I zrozumieją kim są w swej istocie

Marzyć będą o ludzkim wzlocie

O skrzydłach złotych pamięć nie zginie

Przez Ojca wywyższenie nikogo nie ominie

Walcz więc człowieku o siebie prawdziwego

Wychodząc z roli ciemności poddanego

Ujrzyj światło i ku niemu zmierzaj

Czas do wolności z radością odmierzaj

Przyjmij dziedziczenie co po Ojcu się należy

A znajdziesz się z Nim w raju, w pałacowej wieży

I oglądać będziecie bezkresne przestrzenie

Bo macie wspólne, złote korzenie